Nadal bez licznika.... Zimno...wiatr...a później śnieg... Najciekawszym kursem była wycieczka do Zgierza z 15 kg na plecach...będąc przy pojezierskiej dostałem tel że musze wrócić bo klient zapomniał o jednym pudełku...podjechał wtedy do firmy zważyć paczke i tak sie złozyło że kolega jechał bardzo po drodze z innym kursem samochodem :)
Odległość mocno przyblizona ponieważ na 40 km straciłem kabel przy liczniku (sprawa podejżana bo wyglądało to na przecięcie na postoju) jazdy było dużo i wszędzie chociaż wiatr wszystko mocno utrudniał.
Rano na uczelnie, później do pracy, gdzie na poczatek krótki ekspres a później wycieczka do Nowosolnej( gdyby nie wiatr to jechałoby sie chyba nawet przyjemnie) później prwrót na uczelnie. I na koniec zapalić znicz przy Duchu roweru.
Prędkość max zaniżona bo powyżej tej prędkości licznik przestał działać :)